RAK, KTÓRY URATOWAŁ MI ŻYCIE

Rak, który uratował mi życie

Rok temu, w lutym 2018, razem z moją przyjaciółką Anią zrobiłyśmy sobie takie zdjęcie na targach ogrodniczych Gardenia. Fajny kobiecy temat: rak piersi, różowa wstążeczka, takie tam…

Od kiedy moja mama zachorowała, a później umarła na tą chorobę, rak piersi istniał w mojej świadomości. Dopuszczałam myśl, że kiedyś może mnie to spotkać, ale wiecie jak to jest… KIEDYŚ. Kiedy robiłyśmy sobie to zdjęcie, nie zdawałam sobie sprawy, że jestem już bardzo chora. Nie potrafiłam czytać objawów. Sygnały, które od wielu miesięcy dawało mi moje ciało, brałam za przemęczenie, przepracowanie, stres, może nawet depresję. Czułam się źle, a na dodatek właśnie próbowałam poskładać życie na nowo po tym, jak okazało się, że czeka mnie trauma rozwodu… Byłam sama. To nie był dobry czas na chorowanie. Nigdy nie jest…

Guz o wielkości 1,4 cm pokazał się na rutynowych badaniach USG, takich robionych na szybko miedzy jednym a drugim spotkaniem w pracy. Od kilku lat robiłam je regularnie i jeszcze rok wcześniej nic w badaniach nie wychodziło. Pani doktor nie musiała nawet wiele mówić. Zobaczyłam to na monitorze. Od razu poczułam, że właśnie zaczynam walkę o życie. Kiedy trafiłam do krakowskiego Centrum Onkologii był maj, mój ukochany miesiąc. W moim ogrodzie kwitły jeszcze resztki tulipanów, a świat aż kipiał wiosennym życiem. Mój nowotwór chyba podpiął się pod tą wyjątkowo piękną i ciepłą wiosnę, bo (jak to powiedział wtedy jeden z lekarzy) rósł w oczach. Potem były niekończące się godziny na szpitalnych korytarzach, badania, operacja, miesiące chemioterapii i radioterapia. Walka o siebie, lęk przed śmiercią albo kalectwem, powolny powrót do życia, równowagi psychicznej i sprawności fizycznej.

Dziś, zaledwie rok później, kiedy leczenie mam już za sobą, wyniki badań są bardzo dobre i powoli wracam do zdrowia, mimo wszystko uważam tą chorobę za dar od losu. Zabrała mi bardzo wiele, ale za to podarowała znacznie więcej. To był trudny, ale piękny czas i najlepsza lekcja, jaką kiedykolwiek dostałam. Uświadomiła mi, co jest w życiu naprawdę ważne i jak bardzo trzeba się cieszyć każdą chwilą, która jest nam dana. Dała mi luksus czasu dla siebie i z samą sobą. Nauczyła jak znaleźć w sobie siłę i energię oraz jak z nich korzystać, niezależnie od tego, w jak bardzo beznadziejnej jesteśmy sytuacji. Pokazała, że każdy moment można i trzeba przeżyć wyjątkowo. Pozwoliła mi zrozumieć, że świat chce dla nas dobrze i zawsze spotyka nas to, co jest dla nas właściwe na dany moment, nawet jeśli nic na to nie wskazuje. Pomogła pokonać wiele z moich lęków, uświadamiając mi czego chcę i czego nie chcę. I że niczego już nie muszę. Pomogła mi posprzątać w moich dotychczasowych relacjach i otworzyć się na wiele nowych, pięknych i wartościowych. A przede wszystkim ta tajemnicza choroba dodała mi odwagi, żeby po prostu być sobą, robić to, na co naprawdę mam ochotę, otwarcie mówić to, co myślę i to, co czuję. Zawiodła mnie na zupełnie nowe ścieżki…

Kilka dni temu świętowałam urodziny – pierwsze urodziny po chorobie, pierwsze w nowym, odzyskanym życiu. I z tej okazji postanowiłam coś zrobić z wiedzą na temat raka, którą zebrałam do tej pory. Rak piersi to epidemia XXI wieku. Każdego dnia diagnozuje się go u czterdziestu siedmiu Polek. Coraz więcej z nich to młode kobiety przed, lub zaraz po trzydziestce. Sześć tysięcy pacjentek corocznie umiera. Większość z nas miało, ma lub prędzej czy później będzie mieć kontakt z tą chorobą, z kimś kto na nią choruje. Dlatego chcę podzielić się moimi doświadczeniami oraz tym, czego się nauczyłam, zarówno jeśli chodzi o przyczyny raka, leczenie konwencjonalne, jak i metody alternatywne, które wolałabym nazywać wspierającymi, bo uważam je za tak samo ważne jak medycyna akademicka i dla mnie były i ciągle są bardzo ważnym elementem powrotu do zdrowia.

Moja mama niewiele mówiła na temat swojej choroby, więc ja niewiele z tego rozumiałam. Kiedy zachorowałam, prawie wszystkiego musiałam dowiadywać się sama, od zera. Może moje doświadczenia będą dla kogoś pomocne, może pozwolą trochę oswoić temat raka, który staje się coraz bardziej powszechny we współczesnym świecie. Może uda się choć trochę przebić przez to tabu. Mocno wierzę w to, że aby zmieniać świat należy najpierw zacząć od siebie i swojego najbliższego otoczenia, dlatego piszę najpierw do was – rodziny, przyjaciół, sąsiadów, bliższych i dalszych znajomych.

To, o czym chcę pisać nie jest łatwe. Nie mam pojęcia czy uda mi się przekazać to, co bym chciała i dokąd mnie to zaprowadzi. Dlatego potrzebuję wsparcia. Jeśli uważasz, że warto, że to ma sens, albo po prostu zechcesz mi dodać otuchy i wiary w taki pomysł, proszę zostaw komentarz pod tym postem.