Praca w ogrodzie jest dla mnie najlepszą formą medytacji.

Co mi w duszy gra

Praca w ogrodzie jest dla mnie najlepszą formą medytacji. Zazwyczaj działa wyciszająco, uspokajająco, czasem jest niekończącym się przepływem myśli, uczuć i emocji. Tak sobie myślę, że przedwiośnie nie jest dla nas łatwe. To taki czas, w którym najlepiej widać cykle życia. Jeszcze zostało martwe i suche, a już kiełkuje nowe – koniec i początek. Trudno się z tym martwym rozstać, bo jest sentyment i jest przywiązanie. Bo coś pięknego i ważnego tam było, bo tak smutno i żal, że odchodzi. A ziemia jeszcze prawie goła, jeszcze zimna, bez sił i energii. Tak jak nasze ciała i umysły o tej porze roku – zmęczone i osłabione po zimie, bez energii, podatne na choroby. Wychodzi teraz wszystko, co nieprzerobione, poupychane w zakamarkach duszy. I uwiera. Jak się tego porządnie nie posprząta, to nowe nie będzie miało światła, urośnie słabe i wątłe. Jak się nie zrobi miejsca pod te nowe energie, to wiosną nie będzie tak kolorowo, jak mogłoby być. Jak się porządnie nie rozstaniemy z tym, co i tak już uschło, nie będzie miejsca na kwitnące rabaty.