Ogród sporo mnie nauczył o akceptacji, odpuszczaniu i znajdowaniu potencjału

Co mi w duszy gra

Ogród sporo mnie nauczył o akceptacji, odpuszczaniu i znajdowaniu potencjału w mało sprzyjających warunkach. Pod całą powierzchnią osiedla znajduje się garaż podziemny, mam więc zaledwie kilkadziesiąt centymetrów ziemi. Dość długo uwagę i energię skupiałam na tym, że nie mogę zasadzić tego, czego pragnę najbardziej – drzew. Szukałam rozwiązania, jak zrobić to, czego w tych warunkach zrobić się nie da. No bo jak to się nie da? Próba posadzenia sporych drzew w skrzyniach kosztowała mnóstwo energii, pracy i pieniędzy, ale po dwóch latach susza i rozsądek wygrały z tym marzeniem. Zamiast wlewać do skrzyń kolejne litry wody, do czego zmusza upalne lato, postanowiłam podarować drzewom nowy dom – w gruncie na wsi. Każda okoliczność ma jednak swój potencjał, który trzeba umieć dostrzec. Największa wada mojego ogrodu jest ogromną zaletą przy hodowli tulipanów i innych roślin cebulowych. Cebulki zostawione w ziemi na zimę zazwyczaj stają się pożywieniem mieszkających w niej gryzoni. Ale nie tutaj, bo w tak małej warstwie ziemi nic nie ma szansy zadomowić się na zimę. Przecież to spełnienie marzeń miłośnika wiosennych ogrodów. Nauczyło mnie to, że zamiast walczyć z wiatrakami i wypalać się na coś, co i tak przyniesie marne efekty, czasem lepiej odpuścić i popatrzeć w zupełnie inną stronę. Świat pełen jest obfitości i potencjału, tylko trzeba przestać się tak bardzo się fiksować na tym, co wbiliśmy sobie do głowy.