O mnie

Agnieszka Siejka

Nazywam się Agnieszka Siejka. Jestem certyfikowaną soul coachką i liderką z kilkunastoletnim doświadczeniem pracy w dziale HR dużej korporacji, miejską ogrodniczką, ale też pacjentką krakowskiego Centrum Onkologii.

Wspieram moje klientki w uzdrawianiu relacji z samą sobą i z innymi, w zmianie przekonań i rozwoju opartym o ich unikalne talenty, w wyciąganiu na światło dzienne głęboko ukrytych pragnień i wprowadzaniu życiowych oraz zawodowych zmian. Pomagam także w oswajaniu strachu, nawigowaniu przez kryzys i odkrywaniu tkwiącego w nim potencjału oraz w znajdowaniu sensu w chorobie i odczytywaniu sygnałów płynących z naszego ciała.

Od wielu lat tworzę przyjazny owadom zapylającym, ekologiczny ogród pośrodku krakowskiej betonowej dżungli i eksperymentuję z uprawą warzyw i owoców na jego miniaturowej powierzchni.

Doświadczam, poszukuję i ciągle uczę się czegoś nowego o sobie, ludziach i świecie. Wszystkim tym, co mnie pasjonuje i co odkrywam dzielę się ze społecznością, którą buduję wokół profilu „Wolniej tu i teraz” na Facebooku i Instagramie. Piszę też książkę o roboczym tytule „Rak, który uratował mi życie”.

Moja historia

Dawno, dawno temu, kiedy jako mała dziewczynka wlepiałam oczy w programy włoskiej telewizji Rai Uno, zamarzyła mi się dolce vita. Przez pewien czas udawało mi się to marzenie realizować. Ukończyłam filologię włoską, przez pewien czas mieszkałam i studiowałam w słonecznej Italii, a później pracowałam we włoskiej firmie. Zbieg okoliczności sprawił, że zaczęłam pracę w dziale HR jednej z największych krakowskich korporacji. Przez kilkanaście lat miałam okazję obserwować od środka jak działa jedna z najpotężniejszych firm na świecie i jednocześnie zdobywać szlify w coachingu, zarządzaniu zespołami, projektami i zmianą. Poznałam cudownych ludzi z całego świata i przy okazji zgromadziłam bezcenną, praktyczną wiedzę o kierujących nami emocjach i motywacjach, o rozwiązywaniu konfliktów, radzeniu sobie ze stresem i wypaleniu zawodowym.

Praca w korporacji i doświadczenie na stanowiskach managerskich bardzo dużo mnie nauczyły, ale nie miałam świadomości jak kruche może być zdrowie, jeśli zaburzymy delikatną równowagę ciała, umysłu i duszy. Przeceniłam to, jak silna fizycznie i psychicznie jestem, nie zadbałam o swój dobrostan i pozwoliłam sobie na to, aby stłamsić wrażliwość i zamrozić emocje. Z jednej strony nieudane małżeństwo, ciężkie choroby moich rodziców i śmierć mamy, którą pokonał rak piersi, z drugiej praca niemal non stop, ciągle nowe wyzwania, projekty, reorganizacje i wreszcie wypalenie zawodowe. Moje ciało krzyczało o opamiętanie migrenami i bezsennością, mój umysł eksplodował plątaniną myśli wpędzających mnie w coraz głębszą depresję, a dusza domagała się radykalnej zmiany przypominając mi, że to, jak wygląda moje życie i kim się stałam nie ma nic wspólnego z moimi marzeniami. Zabrakło mi wówczas odwagi, żeby coś z tym zrobić, ale zmiana i tak się zadziała. Niemal w tym samym czasie mój mąż postanowił ułożyć sobie życie beze mnie, a ja zachorowałam na raka piersi i moją codziennością stał się szpital, chemioterapia i radioterapia przeplatane z rozprawą rozwodową.

Moment, w którym straciłam wszystko, co było do tej pory treścią mojego życia i stanęłam oko w oko ze śmiertelną chorobą, stał się punktem zwrotnym i początkiem pięknej podróży. Odkryłam, że mam w sobie moc i odwagę, o jaką nigdy sama siebie bym nie podejrzewała, że jestem kimś znacznie więcej niż mi się wydawało. Znalazłam w sobie siłę i sprawczość, której wcześniej nie dostrzegałam, a to zapoczątkowało lawinę tym razem świadomych wyborów i zmian, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem tu i teraz.

Rak, który uratował mi życie

W 2018 stanęłam oko w oko ze śmiertelną chorobą. Znalazłam się na drodze, która wydawała się prowadzić w ciemny las pełen bólu, lęku i braku nadziei. Chcę ci o tym opowiedzieć, bo okazało się, że zaczęłam w ten sposób jedną z najpiękniejszych przygód mojego życia. Odkryłam, że ciemne miejsce, którego tak bardzo się bałam, kryje nieprzebrane skarby – prawdziwe pragnienia mojej duszy i odpowiedzi na fundamentalne pytania, które wreszcie miałam odwagę sobie zadać. Znalazłam tam światło i przypomniałam sobie kim naprawdę jestem.

  • DIAGNOZA

    Carcinoma ductale invasivum mammae G3 cum differentiatione approcrinali pT1cN0(sn) ER+ PR+ HER-2++, amplifikcja genu HER-2 nieobecna, Ki67 ok 70% Ta seria przedziwnych terminów i oznaczeń to określenie mojej pełnej diagnozy. Tyle różnych elementów współczesna krakowska onkologia zdołała powiedzieć na temat tego, co mnie spotkało. Niektórzy lekarze w czasie konsultacji bardzo starali się wyjaśnić mi, co to oznacza. Czasem nawet ujawniali talenty plastyczne próbując rozrysować to, co właśnie wyprawiają zdrowe i chore komórki w moim ciele oraz jak niekorzystne są ich

  • JAKA PIĘKNA KATASTROFA

    - Panie doktorze, od kiedy ja to mam? Od kiedy jestem chora? - Biorąc pod uwagę rozmiar guza, od co najmniej pięciu lat. Kiedy pojawiła się diagnoza, w pierwszej chwili byłam bardzo zaskoczona. Regularnie się badałam, nie miałam żadnych objawów, dobrze się odżywiałam, dbałam o siebie. Co więcej, właśnie wtedy, kiedy rak rozhulał się w moim ciele na dobre, funkcjonowałam na pełnych obrotach. Intensywnie ćwiczyłam, sporo jeździłam na nartach, czasami jeździłam do pracy kilkanaście kilometrów na rowerze. Po pierwszym szoku

  • JUŻ SIĘ NIE BOJĘ CIEMNOŚCI

    Za każdym razem, kiedy wchodzę do przychodni krakowskiego Centrum Onkologii czuję wszechobecny strach. Widzę wielu skulonych na krzesłach ludzi, którzy siedzą w kolejce czekając na wyrok. Taki obrazek nam wmówiono: rak to wyrok. Jest coś porażającego w szeroko otwartych oczach bojących się ludzi. To samo spojrzenie, podobny wyraz twarzy jak u ofiar wojny, które można zobaczyć na czarno-białych zdjęciach z najbardziej okrutnego okresu XX wieku. Ten strach jest niemal fizycznie odczuwalny, gęsty i lepki unosi się w powietrzu. Gdy idę

Czytaj więcej