Nie trzeba cierpieć

Co mi w duszy gra

Czasami boli, ale nie trzeba cierpieć. Ból jest uniwersalny. To jak myślimy, działamy, nawet to, jak kochamy, jest często uwarunkowane kulturowo, tym jak nas wychowano i czego nauczono. Ale jak boli, to boli. Każdego bez wyjątku, mocno, w każdym zakątku świata tak samo. Fizycznie i psychicznie, super demokratycznie. Tym, co w sytuacji bólu różni ludzi od siebie, jest to, jak bardzo cierpią. Cierpienie tworzymy i podkręcamy sobie sami, niezależnie od czynników zewnętrznych.
Dwa lata temu pierwsze chemioterapie przechodziłam z ogromną dawką cierpienia, które podkręcało fizyczny ból. Zaczynałam ten proces na lekach antydepresyjnych, w potwornym stresie i doszukując się wszystkiego, co mogłoby pójść nie tak. Byłam w rozsypce. Dzisiaj przechodzę chemię, która jest silniejsza, ale ja jestem już kimś innym. Ból czuję nieporównywalnie mniejszy i otworzyłam się na wszystko co ciekawe, dobre i piękne przydarza mi się w tej sytuacji. Czuje i wiem (choć ciągle jeszcze nie rozumiem, bo mój umysł tego nie ogarnia), że to co mnie spotyka, w jakiś pokręcony sposób dzieje się dla mojego dobra.
Te dwa dni w szpitalu wbrew pozorom były bardzo radosne i pozytywne, bo zdecydowałam że takie będą. Trafiłam na salę z wspaniałymi, inspirującymi kobietami. Kiedy zajęłam moje łóżko, powitała mnie tęcza za oknem. Kiedy podpięto mi kroplówki, na salę wszedł… kominiarz(!). Spotkałam cudowną joginkę, która po latach pobytów w Indiach, mieszkania w aśramach i pracy duchowej, nie mogła pojąć dlaczego jest chora. Zainspirowała mnie tym, jak po siedemdziesiątce nagle, pierwszy raz w życiu zaczęła malować. Dużo się od niej dowiedziałam i nauczyłam, ale okazało się, że jest też kilka rzeczy, których ona nauczyła się ode mnie. Po kilku godzinach rozmowy doszłyśmy do tego, co się u niej wydarzyło i skąd ta właśnie choroba. A do mnie dotarło, że to jest coś czym ja naprawdę chcę się zajmować.
Niesamowite dwa dni, które mogłyby być wielkim cierpieniem, a są dawką lekcji i ispiracji. Tylko że to nie wzięło się znikąd. Starannie przygotowałam do tego mój umysł pisząc, medytując i pracując nad sobą ze wsparciem kursów o zarządzaniu energią i miłości do samej siebie. To jest proces. To jest droga.