Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach…

Co mi w duszy gra

Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach… Pod koniec sierpnia napisała do mnie znajoma z sanatorium. Była akurat w Krakowie i miała godzinkę do dyspozycji – w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie. Niespecjalnie mi to spotkanie pasowało, bo dwie godziny później miałam wyjeżdżać z przyjaciółką na weekend, a dotarcie we wskazane miejsce wymagało zmiany planu i sporo komplikacji. Poczułam jednak, że bardzo chcę się z nią zobaczyć. Usiadłyśmy w Parku Krakowskim, każda z kubkiem kawy i jagodzianką kupioną w budce na Placu Inwalidów. To była piękna i bardzo inspirująca rozmowa o życiu, chorobie, pracy i decyzjach. Zmotywowała mnie do ogłoszenia wrześniowego warsztatu Mapy Marzeń i do poważnego potraktowania mojej choroby. Nagle zobaczyłyśmy idących w naszym kierunku dwóch podchmielonych mężczyzn, a ja w tej samej chwili usłyszałam w głowie subtelny głos: „Aga, nie oceniaj. Będą mieli dla ciebie ważną wiadomość”. Młodszy z nich zmierzył mnie od stóp do głów, po czym popatrzył mi głęboko w oczy i powiedział: „Jesteś fajna, wiesz? Wiesz, co jest ważne? Życie. Życie jest ważne. Nie ważne to, co było. To już jest przeszłość. Ważne jest tylko to, co teraz. Pamiętaj, trzeba żyć teraz.” Po czym odeszli, a my z koleżanką patrzyłyśmy na siebie bez słowa. Obie miałyśmy gęsią skórkę i czułyśmy, że wydarzyło się coś niezwykłego. Jego słowa tak bardzo pasowały do tego, o czym rozmawiałyśmy przed jego przyjściem. Ona zdążyła jeszcze wydusić z siebie, że to było tak, jakby on przyszedł tam specjalnie i mówił tylko do mnie. Jakby miał mi coś przekazać. Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, żartując, że to niemal tak, jakbyśmy spotkały anioła, kiedy poczułam dreszcz i zobaczyłam tego samego człowieka ponownie pochodzącego do naszej ławki. Znów spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział słowa, których nigdy nie zapomnę: „Ja podchodzę tak cicho, jak Bóg, albo demon, albo anioł. Jesteś fajna. Naprawdę mi się podobasz. Bądź sobą. Zawsze bądź sobą. Masz tu jeszcze bardzo dużo do zrobienia”. Po tych słowach zmienił mu się głos i zaczął opowiadać o sobie… że mama mu umarła 3 dni temu… że jest w bardzo trudnym momencie… i że… kiedyś zabił człowieka. 

Kilka dni przed tym spotkaniem wyczułam, że w moim ciele pojawił się nowy guz – nagle, jakby znikąd, na zakończeniu blizny po majowej operacji. Ani przez sekundę nie miałam wątpliwości, że to znowu to samo i byłam przerażona szybkością, z jaką choroba wróciła. Wyniki badań nie pozostawiały złudzeń: wznowa. Mętlik w głowie, miliony pytań i żadnych odpowiedzi. Zrozumiałam tylko, że mam do czynienia z czymś znacznie potężniejszym, niż mi się wydawało i że tak naprawdę nic nie wiem.

Przeżyłam wspaniałe lato. Czuje się tak dobrze, jak nigdy wcześniej. Mam w sobie mnóstwo miłości, radości i wdzięczności, planów, pomysłów i energii. Chcę żyć, działać i pracować. Jest jednak coś, co znowu mnie zatrzymuje i zmusza do zadawania sobie podstawowych pytań.

Wracam dziś do szpitala. W piątek kolejna operacja, a potem… a potem… nie wiem. Wiem tylko jedno – życie dzieje się teraz. Nie ma ani chwili do stracenia.