Jak my się nie rozumiemy…

Co mi w duszy gra

Jak my się nie rozumiemy… Wczoraj trochę podniosło mi się ciśnienie, kiedy na odchodzące zza okna odgłosy #strajkkobiet , pielęgniarz zaczął mówić o “dziczy dewastujacej kościoły”. Miałam, ach jak bardzo miałam ochotę wdać się w dyskusję, ale przypomniałam sobie że każdy ma taką wizję, w jakim żyje świecie i nie o to chodzi, żeby narzucać swoją rację, ale żeby zrozumieć, co tak naprawdę kieruje drugą stroną. Słuchałam więc uważnie słów, które są zupełnie nie z mojego świata i kłócą się z moim systemem wartości. W milczeniu. A potem zobaczyłam, jak ten sam człowiek z troską, oddaniem, cierpliwością, czułością i szacunkiem zajmuje się terminalnie chorą pacjentką. Nigdy wcześniej nie widziałam człowieka tak zajmującego się ciężko chorym człowiekiem. Nigdy nie widziałam mężczyzny, który tak zajmuje się kobietą. Wtedy dotarło do mnie, jak mało wiem i jak łatwo oceniam. I że większości z nas chodzi o to samo, ale są siły które nas na siebie szczują i skłócają. Drugi człowiek, który myśli inaczej nie jest wrogiem. Po prostu został nauczony innego systemu wartości i innych prawd niż ja. Spędziłam wieczór przyklejona do okna, za którym spacerowali uczestnicy #strajkkobiet . Ze mną 4 staruszki, które zaczęły dyskusję od historii o mordercach dzieci i demolowaniu kościołów. Słuchałam ich uważnie, ale też pokazałam im filmy z całej Polski (brak tu tv, a panie bardzo za tv tęsknią ;)). Przy okazji opowiadałam, jak wiele różnych powodów mają ludzie, którzy protestują. A one też zaczęły opowiadać i to był piękny wieczór pełen niezwykłych historii. Ach, jak my się nie rozumiemy…