Gdybym wierzyła we wszystko, co mamrota mój umysł…

Co mi w duszy gra

Gdybym wierzyła we wszystko, co mamrota mój umysł, dałabym się przekonać, że przede mną wybór beznadziejny: albo nic nie zrobię i zabije mnie rak, albo podejmę trudne i obniżające odporność leczenie, przez co złapię covida i on mnie załatwi. Tak działa tresowany i przez lata zastraszany umysł – podpowiada głównie negatywne scenariusze. Można jednak to w sobie zaobserwować, “przytulić” te myśli z czułością i zrozumieniem i jak już uda się umysł ukoić i trochę wyciszyć, świadomie użyć go jako narzędzia. Krytycznie i ze zrozumieniem czytać wiadomości i statystyki, odsiewać fakty od propagandy, przeanalizować wszystko, co dla mnie dostępne na temat potencjalnego leczenia – i świadomie dostrzec nie tylko skutki uboczne, ale też jego skuteczność. I przede wszystkim wsłuchać się w siebie. Ostatecznie, w każdej sytuacji, to jest zawsze mój wybór. To ja wybieram, w co uwierzę. Czekam na przyjęcie do szpitala (od 8, jest 13 – przyjęcia wstrzymane z powodu braku wyników testu na covid) na podanie chemioterapii i kilku innych leków. Boję się jak diabli, bo wiem już, czym jest takie leczenie. I boję się tego, czego jeszcze nie wiem. A teraz cała robota do zrobienia, żeby doświadczyć tego lęku, przepuścić go przez siebie i umieć zobaczyć też wszystko dobre, co potem może mnie spotkać. brak.